Wędrówka zimowa lubelskiego Ogniska Młodych Przewodniczek

Wędrowanie nasze, krążące tym razem wokół śladu „Praca”, rozpoczęło się piątkowego wieczoru – wówczas to wyruszyłyśmy z Lublina do Końskowoli, do domu Babci Kasi. Spędziłyśmy tam przemiły  wieczór przy kominku, herbacie i wspaniałej domowej szarlotce. Choć wszelakie urządzenia elektroniczne sprzysięgły się przeciwko nam i nie mogłyśmy zobaczyć zaplanowanego przez naszą Szefową filmu, to Pani Gospodarz podsunęła nam inną, z pewnością równie edukującą pozycję – pełen humoru dokument o „Kapłanie z Suchedniowa”. Po jego obejrzeniu wskoczyłyśmy do łóżek, aby mieć dużo siły na wędrowanie!
Poranek zaskoczył nas wielką, czerwoną tarczą słoneczną wiszącą nad miastem. Dzień, wbrew ponurym telewizyjnym prognozom, wstawał naprawdę prześliczny, my zaś, by dobrze go zacząć, wybrałyśmy się na powietrze, żeby zaśpiewać jutrznię, a potem pomaszerować do kościoła. Po Mszy Świętej i krótkiej wycieczce po okolicy wróciłyśmy na iście królewskie śniadanie. W trasę ruszyłyśmy około dziesiątej, najedzone, wypoczęte i pełne energii, stąd też szło się raźno i wesoło. Miałyśmy okazję podziwiać urokliwą okolicę, pełną wąwozów, szerokich pól, pierwszych oznak wiosny i… błotka. Po drodze chrupałyśmy jabłka i marchewki, śpiewałyśmy i modliłyśmy się.

W pewnym momencie jakoś tak się zdarzyło, że szlak poszedł w inną stronę niż my, ale kierując się słońcem i odgłosami cywilizacji, wędrowałyśmy dalej, nie przejmując się szczególnie tym faktem i dochodząc do słusznego wniosku, że kiedyś gdzieś dojdziemy. Po kilku godzinach doszłyśmy już „gdzieś” – a konkretnie z powrotem na nasz szlak. Wtedy to postanowiłyśmy zatrzymać się na Godzinę Światła i fasolkę po bretońsku. Po zjedzeniu obiadu ruszyłyśmy dalej, do Bochotnicy, gdzie niespodziewanie… droga się skończyła. Trochę zdziwione miałyśmy już wracać, gdy Bóg zesłał nam dobrego człowieka, który przeprowadził nas – znanymi tylko okolicznym mieszkańcom – ścieżkami przez wąwozy o bardzo, bardzo zdradliwych zboczach. W końcu jednak dotarłyśmy na przystanek, z którego bus miał nas zabrać do Nałęczowa. Bus jednak nie kwapił się do tego za bardzo, dlatego jego ostateczne przybycie zostało powitane gorącym aplauzem. Na miejscu zgarnęła nas Laura i zaprowadziła do swojego domu, gdzie mogłyśmy się umyć i zjeść wspaniałą kolację. Dzień zakończył się nastrojowo-teatralno-śpiewającym świeczyskiem.

Niedzielny poranek upłynął na jutrzni, śniadaniu (na które była – uwaga, uwaga – owsianka z – uwaga, uwaga – truskawkami!) i powrocie do Lublina. Tam uczestniczyłyśmy we Mszy Świętej w Katedrze, a potem w spotkaniu z naszą hufcową Agatą, która opowiadała nam o stylu Przewodniczki.

I tak nam minęło – z przyrodą, piosenką i śmiechem. Kolejne wędrówki zapowiadają się przynajmniej równie wspaniale. A my? Nie możemy się doczekać!

Monika Wiśniewska, Młoda Przewodniczka
z lubelskiego Ogniska Młodych Przewodniczek bł. Natalii Tułasiewicz

Link do filmu z wędrówki: Wędrówka zimowa

 

 

Comments are closed.